poniedziałek, 8 marca 2010

List do ...

Witaj,

Cieszę się, że byłaś na spotkaniu DDA. Ciekawym, na które się wybrałaś? Cieszę się również, że Ci się podobało. Jak widzisz, ja Ci nie podsyłam jakiegoś badziewia, ale rzeczy wartościowe. Tak samo jest z biznesem MLM. Ale to jest dużo, dużo trudniejsze do zrozumienia, bo zwykle ludziom oczy przysłaniają pieniądze. Ale to jest dokładnie tak, jak mówił Pawlukiewicz o Chrystusie. Kiedy Chrystus kompletował swoją drużynę apostołów, czy on w Galilei mówił im o cierpieniu, krzyżu? Nie, on postawił im 400 litrów wina, więc chłopcom się to spodobało. Fajny chłop mówią, idziemy za nim, a dopiero potem się zorientowali, że to jest o wiele, wiele głębsze. Podobnie jest i tu. Rzeczy wyglądają pozornie prosto, tak prosto, że niektórym przesłania to oczy, ale de facto głębiej jest tam jeszcze dużo więcej „do wzięcia”, zrozumienia etc. Gdybyś dziś wykupiła starter, wabiona np. możliwością dodatkowego zarobku, czy niezależności, albo emeryturą (wszak to zaledwie 160 zł), i ciężko budowała biznes w MLM, to ja Ci powiem, że być może dopiero za dwa lata zrozumiesz, co masz w ręku, co znaczy ten biznes. Co to znaczy, że - w Polsce, a w Warszawie w szczególności - niestety, przeciętna zawartość miłości w ludziach jest bardzo mała w porównaniu np. do Ukrainy, czy nawet Rumunii. Pomyślisz, że to bluźnierstwo, że jak ja mogę tak mówić o własnym kraju? Ale niestety fakty są właśnie takie. Jak nie wierzysz to sprawdź i spróbuj! Mało tego ja Ci pomogę. Uważam, że budowanie biznesu MLM, to nie jest zwykły biznes, to jest misja! Misja szerzenia bezwarunkowej akceptacji, odpowiedzialności (wolności) i zaufania (wiary), czyli miłości wśród ludzi. Zwłaszcza cenna jest możliwość przywrócenia, zniszczonych przez industrializację i komunizm, prawidłowych relacji w rodzinie między partnerami, ale również międzypokoleniowych, czytaj: rodziców z dziećmi, wnukami, etc. Nie jest to łatwe, bo bardzo trudno jest nauczyć wolności człowieka zniewolonego. Ale tym bardziej trzeba walczyć o młode pokolenie. Jak pamiętasz z Biblii Mojżesz prowadził swoich do Ziemi obiecanej przez 40 lat!!! A jak spojrzysz na mapę to można by ten odcinek przejść w tydzień. Dlaczego on to zrobił? Żeby umarli Ci co zostali wychowani w niewoli. Dlatego wg mnie, należy walczyć o młodych, którzy jeszcze mają szanse.
Pewnie pomyślisz, że jestem fanatykiem. Osobiście nie zależy mi na etykietce, możesz mnie nazwać fanatykiem biznesu MLM, spotkań DDA/DDD, alkoholikiem, żyrafą. Ja wiem, że wielu ludzi tak właśnie myśli o mnie. Obserwatorzy!!! A co mówi Trzeci Krok? "Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek pojmujemy Boga." Postanowiliśmy, a więc to jest decyzja! Decyzja działania. Trzeci Krok nie mówi, że mamy obserwować. Na obserwowaniu możesz stracić całe życie i nic nie osiągniesz. Tu chodzi o działanie. Człowiek jest stworzony, aby działać, aby tworzyć! Człowiek nie jest rurą pokarmową. Amerykanie mają takie wyrażenie "Couch potato", czyli człowiek (150 kg) leżący na kanapie oglądający telewizor i jedzący frytki ziemniaczane. Ot i karykatura człowieczeństwa.


Ale ja się śmieję. Bo wiem, że prędzej, czy później przyjdą do mnie. Tak jak ostatnio zadzwoniła do mnie kobieta, która właśnie się śmiała ze mnie. "Ratuj, bo teściowa w szpitalu (!!!) umiera, a lekarze nie potrafią jej pomóc." Dziś teściowa, ale czas płynie, jutro będzie ona sama. I co, śmiała się, ale biologia zawsze ma rację!!! Pewnie nie rozumiesz tego ale.. tylko miłości nie da się odebrać. Miłości, jeśli ją w sobie odkryjesz. A teraz ja się z niej śmieję, bo ja jej mówiłem, o spotkaniach 12-krokowych i zachęcałem ją do tego, również i do biznesu. Do dziś dnia ona uważa, że to sabat czarownic, zgromadzenie fanatyków i innych wykolejeńców. Zresztą nie tylko ona. Inną, ja nawet przyprowadziłem na spotkanie AlAnon, a niedawno na spotkanie biznesowe. Nawet nie weszła do sali!!! Po prostu uciekła, fizycznie!! Ale jak ja ją zaprowadziłem na spotkanie Ewy Woydyłło, mówiąc jej, że ja nie jestem fachowcem, żeby posłuchała, co ma do powiedzenia Ewa, w końcu fachowiec, rozpoznawana i nagradzana na forach międzynarodowych. A co Ewa jej powiedziała? Niech Pani pójdzie na 5 różnych spotkań AlAnon, wybierze jedno i zacznie uczęszczać na nie regularnie. To było jakieś 12 lat temu. Do dziś ona nie posłuchała Ewy. Ale kupuje wszystkie możliwe książki psychologiczne! I czyta. Czyta, ale nie działa. Nie chodzi na żadne spotkania, nie pracuje nad swoją przyszłością. Już nie dla siebie, ale dla wnuków. Przykład, a nie wykład, uczy.

To właśnie ta kobieta mi powiedziała pewnego razu, przerażające dla mnie słowa, że ona nie wie, kim ona jest! Pomimo, że zrobiła doktorat! I co z tego, po co jej był ten doktorat? Na nagrobku sobie wyryje? Podobnie jest z tzw. ludźmi wierzącymi. Owszem chodzą do kościoła i co z tego? Po co im ten kościół? Szukają idola? Odrabiają lekcję, zaliczają msze! Jak małe dzieci, czekają, że Bozia ich pogłaszcze i da im piątkę. Niestety ludzie Ci nie wiedzą, co znaczy miłość. Nie wiedzą, co znaczy biblijne, że Bóg jest miłością. Traktują Papieża, księdza etc. jak idola!!! Kult jednostki ludzi zniewolonych, ot i co, po prostu dziedzictwo komunizmu.


Przypomnę ci jeszcze raz, historię z książki ACA/Dysfunctional Families:


Byłam nauczycielem Biblii ale odkryłam Siłę Większą od nas samych dopiero w DDA

Kiedy po raz pierwszy czytałam, „że Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie,” pomyślałam „Nie jestem wariatem!” Chodziłam regularnie do kościoła. I wiedziałam, że jestem dobrą osobą. Doznałam nawet osobistego przebudzenia w mojej wierze. Niemniej jednak, byłam nędzna przez wiele, wiele lat. Była pustka we mnie, której ja nie czułam. Jestem nauczycielką Biblii uczyniłam wiele cudownych rzeczy dla Boga, ale wciąż czułam potrzebę zrozumienia dlaczego byłam obiektem fizycznej i seksualnej przemocy.

Zostałam zaproszona przez przyjaciółkę na spotkanie Dwunastokrokowe. Myślałam, że ludzie na tym spotkaniu to są jacyś dziwacy. Pomyślałam nawet, że oni wszyscy powinni się pospieszyć do kościoła, aby odkryć Boga. Niemniej jednak w miarę uczęszczania na mitingi dowiedziałam się, że to nie Bóg był tym brakującym ogniwem. Kiedy stałam się uczciwa ze sobą, zdałam sobie sprawę, że chodziłam do Boga wiele razy, ale byłam nieuczciwa. Chciałam, żeby On pomógł mi, ale ja nosiłam maskę perfekcjonizmu. Stale mówiłam mojej Sile Wyższej co ma robić. Byłam małym bogiem dla siebie, kontrolującą i stosującą przemoc. Moje zachowanie było obłąkane.

Osiem lat temu, wyznałam mojemu mężowi i dzieciom, że ja byłam fałszywa, ponieważ ukrywałam moje uczucia przed nimi. Jeden z moich synów powiedział, „ Mamo, a ja myślałem, że Wasze małżeństwo jest perfekcyjne.” Byłam religijna, ale nie miałam Siły Wyższej. Teraz Bóg, jakkolwiek rozumiem Boga, naucza mnie, że ja nie jestem bogiem, że nie jestem w stanie kontrolować nikogo lub niczego, i że ja nie mogą zmienić nikogo z wyjątkiem siebie samej.


Jak to ktoś ładnie zauważył, większość ludzi wierzy, że wszystkie sprawy załatwi za nich Bóg, albo Państwo. Większość wierzy w ZUS, nawet po opublikowaniu w Dzienniku Gazenie Prawnej raportu o stanie ZUSu (dług ZUSu rocznie wzrasta o 70 mld zł)!

Dziękuję ci za link do tej pięknej piosenki Wodeckiego "Raj", pasuje tu jak ulał (włącz głośniki i weź chusteczkę):


http://www.youtube.com/watch?v=r0BSzhOC9ME


Buziaki i do następnego..


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz